czwartek, 21 maja 2009
09-19.05.09r - APOKALIPSA TO ZA MAŁO :(
Z góry przepraszam wszystkich zainteresowanych naszymi poczynaniami, efektami i ogólnie całą akcją, że dopiero teraz pojawiają się moje wpisy. Przepraszam też Dominikę za braki. które nastały. Jakoś ostatnio nie ogarniam wszystkiego w koło. Dla Dominiki największe sprostowanie : nie olałam diety, to jedyna pozytywna rzecz na chwilę teraźniejsza, która jeszcze mi pozostała. Cała reszta... jak w tytule ! ! ! Stosowanie mojej diety polega na wybieraniu sobie konkretnych, moich ulubionych dni ze wszystkich dni, jakie ułożyłaś nam do programu. Musze zmuszac się do jedzenia, bo wiem, ze jeśc trzeba, a apetytu brak. Nie mam chwilowo głowy do myślenia samemu co mi wolno, a co lepiej nie. Dodatkowo pojawiły mi się bóle, jak jakies skórcze, ok 10cm pod biustem, ale głębiej niż miesnie. Już słyszałam, ze to moze na tle nerwowym, coś by się mogło zgadzac, choc sama w sobie niespokojna nie jestem. Nie warcze, nie krzyczę, ale w zamian za to pojawiaja się inne objawy. Sprawy urzędowe sprawiają, że mam ochotę rwac włosy z głowy, dodatkowo życie osobiste i pare innych problemów... MASAKRA. Krótko mówiąc mam etap życia w dole. Nic do przodu, wszystko na przekór i byle jak najgorzej. Każdego to w życiu spotyka, musze się skupic na łataniu dziur. Musze ustali hierarchię ważności, bo jeśli teraz nie zacznę tego reperowac, to zostanę z niczym. Nie załamuję się, bo nie ważne ile razy się upada... Dlatego brak mi czasu, by tu byc. Ale staram się nadrabiac ze wszystkim. Z różnych powodów, czasem niezależnych odemnie nie moge umówic się na zabiegi w Centrum Pięknego Ciała, wściekam się, ale z pokorą przyjmuję taką porażke. W życiu są ważniejsze rzeczy... Do usłyszenia wkrótce.
08.05.09r KOSMOS
Dzisiaj był wspaniały dzień. Po PowerSlimActive, kazano mi się iśc wykąpac, po czym Agatka nałożyła na mnie GUAM, zrobiła ze mnie mumie i postanowiła podpiec jak kurczaczka ;) Po 20min zabiegu spotkała mnie nie lada niespodzianka, bo zamiast takiego masażyku jak ostatnimi czasy dostałam specjalistyczny zabieg antycellulitowi taką gumową ssawką... I wiecie co, mądrze, ktoś mądry powiedziała " Chcesz byc piękna-CIERP! " Pod działaniem tego gumowego maleństwa miałam ochotę wyskoczyc z siebie i drzec się w niebogłosy, a Agatka ze spokojem w głosie twierdziła, "dobrze, to tak ma byc" ;) Miałam wrażenie, jakby to małe coś nie wysysało tkanki tłuszczowej, a raczej szpik z kości. Po zabiegu pozostało mi mnóstwo siniaków, ale oprócz tego uczucie jędrności, napięcia i odżywienia skóry. A nawet powiem więcej... Dałabym się jeszcze podłożyc pod ta ssawkę.
06.05.09r - BĘDZIE Z PANI KIEROWCA...
Chwalę się od razu, nie czekając na dodatkowe okoliczności ;) dzisiaj wyjeździłam ostatnią godzinkę przyznanych mi jazd na prawo jazdy, odebrałam papierki i teraz czekam na egzamin.
Apeluję, aby 04.06.09r, od godz 16.30 do nie wiem której, chcąc wyjśc na ulicę Gdańska, zaopatrzyc się w dobrej jakości kask, oraz ochraniacze ;)
Otóż właśnie tego dnia, czeka mnie najpierw egzamin teoretyczny, a zaraz po nim praktyczny państwowy na prawo jazdy kat.B ;)
Tak właściwie z tymi kaskami, to tylko taki joke. Bardziej apeluję o trzymanie kciuków, bo one zawsze pomagają ;) Co prawda obaj instruktorzy, którzy uczyli mnie jeżdzic, jednogłośnie doszli do wniosku, że będzie ze mnie kierowca. Fakt, pewnie nie za pierwszym razem, ale nie ma co gdybac. A nóż widelec, pan egzaminator od razu przyzna rację moim instruktorom ;)
01-03.05.09r DŁUUUUGI...WEEKEND
Z góry moge powiedziec, że był udany, aby nikogo nie trzymac w niepewności ;) Udany oczywiście w moich oczach, bo po tym co napisze znajda się osoby, które uznają, że pod pewnymi względami bardzo niekorzystny... No cóż tu dużo gadac, albo wóz, albo przewóz... ;) Ogólnie spędziłam czas wyjazdowo. Mój najukochańszy zabrał mnie do Sztutowa w celu odpoczynku i spędzenia duuuużej ilości czasu razem ;) W piątek udało nam się zwiedzic Muzeum Stutthof i powiem szczerze, taka wycieczka zostawia ogromny ślad we wnętrzu człowieka. Piątek w każdym bądź razie mieliśmy cichutki z miejscem na spokój i różnego typu przemyslenia... Sobota oczywiście, czas odpoczynku i będzie się działo... Wynajęliśmy pokój w takim małym hoteliku bez dostępu do kuchni... Mielismy dostęp do czajniczka, ale gotowanie obiadków poszło w niepamięc... No i wszystko byłoby bardzo super gdyby właśnie nie te obiadki... no i jeszcze piwko... no i ten lód włoski... Ale za to moge się wybielic resztą posiłków, bo zdrowej żywności w sklepie nie zabrakło... i nawet mojego lubego namówiłam na zdrowe śniadanka i przekąski. Po za tym starałam się jak mogłam wybierac tak zwane małe zło. W sobotę wciągnęłam barową sałatkę z grillowanym kurczaczkiem i brokułami, za to w niedzielę rybkę i ryż. Nie mieli brązowego więc byłam zmuszona jeśc biały (lepsze to niż frytki) a rybka nie w panierce, tylko grillowana w sosie koperkowym. No to sobie poszalałam ;)
26-30.04.09r - CZŁOWIEK OD WSZYSTKIEGO BYWA DO NICZEGO.
Ciężki żywot pozostał mi po weekendowych spotkaniach... Ciekawe doświadczenia troszkę zaprzątają moją główkę, ale jest OK. Zwróciłam uwage, ze inaczej patrzę na pewne sprawy. Problemy innych ludzi uświadomiły mi, jak szybko można zbłądzic i jakie to może nieśc za sobą konsekwencje. Stałam się bardziej pozytywna i mniej czepliwa. Staram się najpierw szukac przyczyn konkretnej sytuacji, a dopiero wtedy drążyc dalej, jeśli jest taka potrzeba. W niedzielę nadeszła pierwsza lekcja z tej właśnie dziedziny, zaraz na początku tygodnia kolejna i kolejna... Moja nagła zmiana w takim kierunku, szybko zaczeła dziwic moją rodzinke i mojego Masssinka. Każdy doszukuje się haczyków, ale nie ma ich. Po prostu coś zrozumiałam i chciałabym zmienic. Samej będzie mi ciężko, ale mam nadzieję, że otoczenie zauważy moje starania, docenią je i nikt nie będzie próbował tego wykorzystac.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
24, 25.04.09r TERAPIA...GRUPA WSPARCIA...SPOTKANIE Z PSYCHOLOGIEM/PSYCHIATRĄ
Chciałam napisac coś od siebie odnośnie spotkania z psychologiem/psychiatrą. Nie chcę już poruszac spraw organizacyjnych, ani pobocznych wątków, bo wszystko zostało jakoś wyjaśnione. Na pewno
uczestnicy, biorący udział w terapii z własnej, nieprzymuszonej woli byli zaskoczeni
i trochę źli, że tak to wszystko wyszło z naszą organizacją, ale
podejrzewam, że inaczej nie dało się tego ustawic i nie chcę specjalnie wnikac dlaczego tak to wyszło. Jeśli chodzi o
motywację do działania (odchudzania), to nie specjalnie tego dotyczyły te
spotkania, ale cieszę się, że tam byłam, bo rzeczy, które tam
widziałam i emocję, których doznałam, to zjawiska, których nie
spotyka się na codzień. Poszłam tam głównie z ciekawości, byłam
szczerze zainteresowana, jak ludzie reagują na prawdę o sobie,
której do siebie nie dopuszczają i z której nie zdają sobie sprawy. Sama nie chciałam brac aktywnego udziału w tej terapii, ponieważ
bałam się, że porozkładają mnie na czynniki pierwsze, rozwałkują na
miazgę, zetrą na wiór i zabraknie im czasu, by poskładac mnie
spowrotem w puzzle, które we mnie widzą i które do mnie pasują.
Stałam troszkę z boku i przyjęłam funkcję obserwatora a mimo to,
niektórych emocji nie udało mi się opanowac. Wiem, ze Mariusz
widział we mnie wszystko to, co widzi doświadczony
psycholog/psychiatra, ale jak na razie nie czuję się gotowa na
walkę z tymi demonami i dobrze mi z nimi, więc nie ma po co tego
uwalniac. Zajrzenie w moje wnętrze, nie zmieniło we mnie wiele,
choc teraz inaczej patrzę na pewne rzeczy. W piątek sytuacja
doprowadziła do tego, że całe spotkanie nie skończyło się dla mnie,
tak jak wstępnie było to ustalone, czyli o 18,a o 21.30, taka była
potrzeba... W sobotę było zupełnie inaczej... Zajęcia 10-18 padły w
gruzach juz na samym początku. Wszystko zaczynało się o 9, żeby
szybciej skończyc. Ja się spóźniłam, bo po poprzednim dniu, nie
dałam rady wyrobic się na czas. Dotarłam na 10, a wyszłam o 21.
Chętnie bym powiedziała, że zrobili mi tam istne pranie mózgu, bo
przez moment zapomniałam jak się nazywam. Jednak wyszłam stamtąd
pełna nowych doświadczeń i doznań. Fakt, byłam kolosalnie
zmęczona, ale zadowolona, że tam byłam. Poznałam wielu wspaniałych
ludzi, uświadomiłam sobie, jaką wartośc ma to, co siedzi głeboko w nas i jaki to ma wpływ na całe nasze życie. Nic nie dzieje się
z przypadku i wszystko ma swój początek w Nas. Z tą myślą zostaję
po spotkaniu z "grupą wsparcia".
20.04.09r WIZAŻYSTKA-STYLISTKA
Dzień udany, choc męczący, bo cały poza domem. Między zabiegami w Centrum Pięknego Ciała, a spotkaniem ze stylistką-wizażystką, miałam z jakieś 1,5 godziny wolnego czasu, więc wykorzystałam go na spacer po Sopocie. Pecha miałam jakiegoś nieziemskiego, bo zaczepiali mnie ludzie tak zupełnie bez powodu, przec co marnowałam trochę czas. Mówię to w takim sensie, ze zaczepiona przez te osoby traciłam koncentrację na tym o czym akurat sobie myślałam. Spotkanie ze stylistką nie dało dużo, zobaczymy co będzie na spotakniach indywidualnych... Duże zaskoczenie złapało mnie po wyjściu z tego spotkania. Zostałam zaczepiona przez Ewę i VIIV, które dobrze znacie z naszego forum. Bardzo miło spędziłam ten czas na rozmowie i zanim się obejrzałam, okazało się, ze Joaśka z Agą W, też już są po zabiegach... Dołączyły do nas, jeszcze chwilę porozmawialismy, po czym każdy rozjechał się w swoją stronę, czyli ja z Joaśką na Gdańsk, a Ewa z Agą w drugą stronę ;)
16, 17.04.09r PIĘKNE DATY
Te dni są jednymi z ważniejszych dla mnie dni w roku. Nie liczac kilku innych uroczystości, te dni oznaczają dni urodzin najbliższych mi mężczyzn. Dnia 16 kwietnia urodzinki ma mój Masssin, 17 kwietnia najukochańszy tatuś. Takie moje słoneczka, świecące wtedy, gdy zapada zmierzch. Promyczki światła i ciepła, kiedy tracę nadzieję... Wszystko co najważniejsze jest dla nich i dzięki nim. KOCHAM WAS.
12, 13.04.09r ŚWIĘTA POD ZNAKIEM ZAPYTANIA
Święta minęły mi szybko i przyjemnie. Dobrze, że na same święt a dostałam wiadomosc o znaczeniu diety w takie dni. Oficjalne odpuszczenie sprawiło, że moje poczucie winy nawet nie zajrzało w moje życie. Odnośnie jedzenia, starałam się nie przesadzac i to mi w miarę wyszło. Gorzej poszło z regularnym jedzeniem... Tu coś skubłam, tam coś skubłam, ale najważniejsze zasady zachowałam i w ostateczności nie jestem rozczarowana obecnością tych Świąt w mojej walce z wagą. Najważniejsza nespodzianka świąteczna, to fakt, że lekarze wzmocnili moja prababcię i na święta oddali w nasze ręce. Całe szczeście. Lany poniedziałek, wcale nie lany, spędziłam z bratem i jego kobietą ;) Spacer z nim i ze znajomymi to był najlepszy pomysł, szczególnie, że spacerowaliśmy po nadmorskim lesie i brzegiem morza. Wieczorkiem spotkanko klasowe, było wspaniale. Znajomi widzą rozniecę, mimo, że utykam w martwym punkcie. Czekam aż organizm ruszy z kopytka i zacznie w odpowiedni sposób interpretowac dietkę.
10.04.09r NFZ...
Miałam dzisiaj średnio ciekawy i średnio udany dzień. Poczynając od kłótni w słuzbie zdrowia, poprzez kłopoty rodzinne, na nieporozumieniu z koleżanką koncząc... Otóż zaczynajac od początku, moja pani doktor zaleciła powtórzenie lutowych badań na tarczycę i na wątrobę. Skierowania oczywiście wystawiła, nie widząc ku temu podstaw. Badania więc zrobiłam prywatnie, kolejne niepotrzebne wydatki na same święta, ale służba zdrowia musi miec za co życ...Dzisiaj poszłam z wynikami do tej samej lekarki, pani z rejestracji, zaniosła moją kartę do gabinetu, lecz zaraz wróciła z nią spowrotem. Tak się jakoś stało, że szanowna pani doktor, mimo braku pacjentów, nie miała czasu mnie przyjąc. Doszła bowiem do wniosku, że ludzie przychodzą do lekarza z dużo ważniejszymi problemami, a nie tak od se, żeby konsultowac wyniki badań. Pominę fakt, ze sama mi kazała tak zrobic, głupia jędza. Wkur... mnie niesamowicie. Po południu konflikt z koleżanką dodatkowo wyprowadził mnie z równowagi, taki prezent na same święta... Do Centrum Pieknego Ciała pojechac nie mogłam. Moja prababcia strasznie źle się czuje i jest w szpitalu. Już jest piątek, prawie święta, a nie wiadomo czy jej stan zdrowia pozwoli na to, by była razem z nami. Jestem rozbita, ale pełna nadzieji, że wszystko, wszystkim poukłada się zgodnie z oczekiwaniami.
|
|